Google Street View i problemy z prywatnością
2009-03-22 • Kategoria: e-biznes i prawo
Zaczęło się od tego, że ktoś wychodził z sexshopu, ktoś inny oddawał mocz nie tam, gdzie trzeba, a jeszcze inni biegali po ulicy ze strzelbami. Do niedawna budzili oni tylko śmiech lub politowanie na twarzach znudzonych internautów. Teraz mogą się stać przedmiotem sporu pomiędzy Google a Privacy International, instytucją chroniącą prywatność osób przed wścibskim okiem rządów i korporacji.
Google Street View jest usługą, która polega na fotografowaniu części miast i tworzeniu na ich podstawie wirtualnych przewodników po miejscach, do których być może sami nigdy byśmy nie zajrzeli. Specjalnie wyposażone samochody przemieszczają ulice i wykonują tysiące fotografii, z których później składają się online’owe kolaże. Do tej pory usługa była dostępna tylko w USA, Japonii i Australii, a z dniem 20 marca 2009 pojawiła się w Europie. Pierwszymi krajami Starego Kontynentu, które będzie można oglądać w Sieci z perspektywy ulicy, będą Wielka Brytania i Holandia.
Oczywiście, od pierwszych dni istnienia usługi Street View mieliśmy do czynienia z głosami zwracającymi uwagę na kwestie prywatności. Google szybko zareagowało i wprowadziło funkcję nakładania rozmycia na twarze pojawiających się na zdjęciach osób oraz tablice rejestracyjne aut. Jak powiedział rzecznik brytyjskiego urzędu ochrony danych (ICO), działanie to spełnia definicję „niepublikowania danych osobowych”, a więc Google w Wielkiej Brytanii działa w zgodzie z prawem.
Niemniej, Simon Davies, przedstawiciel Privacy International, chce spróbować procesu z Google przed brytyjską jurysdykcją. Na łamach serwisu out-law.com stwierdził on:
„Choć nie było jeszcze ani jednej prywatnej skargi wniesionej do ICO i związanej z działalnością Street View, czujemy się na siłach wnieść pierwszą. Podejdziemy do tego trochę jak do testu i będziemy próbowali dowieść, że to obywatele muszą wyrazić zgodę na ich fotografowanie, nawet jeśli ich twarze miałyby być następnie rozmyte na zdjęciach”.
Podejście to wzbudziło wielkie emocje i kontrowersje. Jednak finalnie mało kto wierzy w sukces Daviesa przed sądem. Przedstawiciele ICO twierdzą, że w spornej sytuacji Google nigdy nie walczył o zachowanie zdjęcia i usuwał je z bazy na życzenie sfotografowanego. Prawnik Struan Robertson z kancelarii Pinsent Masons zauważył natomiast, że „[...] w naszym prawie nie ma żadnych ogólnych nawet założeń odnośnie do konieczności zdobycia oficjalnej zgodny kogoś, kogo chcemy sfotografować w miejscu publicznym – nawet jeśli cel takiego zdjęcia miałby charakter komercyjny”.
Nie ma więc jednoznacznej interpretacji dla działania Google Street View. Być może podejście Simona Daviesa jest nieco na wyrost, ale z drugiej strony nie można odmówić mu dobrych chęci. Jednoznaczna opinia sądowa w tej sprawie będzie tutaj bowiem dobrem ogólnym i wyznaczy standardy dla postępowania w podobnych sytuacjach.
źródło: theregister.co.uk